Wiosenna bitwa

Dodano 28 maja 2012, w Bez kategorii, przez Darek

Piękną wiosnę mamy tego roku.  Z tego żaru czereśnia szybciej dojrzała. Taką ilość gości przyjmuje, że nie wiem, czy nie zawiadomić Straży Miejskiej…

W ostatnich latach te huczne bankiety przypadały akurat na  Warszawskie Spotkania Ceramiczne i kiedy umęczeni  wracaliśmy z imprezy, drzewo było już rozebrane z owoców do ostatniej pesteczki.

Spokój, cisza.

W tym roku postanowiłem, że na ptasi apetyt zareaguję w sposób nadzwyczaj inteligentny. Ostatecznie  lata praktyki robią swoje.

Wśród gałęzi umocowałem  kilka ogłoszeń  w rodzaju: Uprasza się o zachowanie spokoju! Owoce jemy do końca! Drzewo to nie toaleta! 22.00-6.00 CISZA NOCNA!

Misternie kaligrafowane kartki już po pierwszej balandze znalazłem pod drzewem dokładnie upstrzone, podziobane i podarte.

Zacząłem wspominać czasy kiedy to wypróbowywałem różnego rodzaju strachy. Od strasznych po seksowne. Ostatniego stracha, Małgośkę, z ogromnym, ręcznie formowanym biustem, ptaki potraktowały dokładnie tak samo jak wcześniejsze wersje i  jak tegoroczne kartki ogłoszeniowe.

Pewien skutek odnosiły systemy alarmowe i to te najbardziej prymitywne. Elektroniczne raczej śmieszyły  intruzów.

I tak, któregoś roku, z drzewa  do domu przeciągnąłem linę. Na jednym jej końcu, wśród gałęzi, umocowałem przeróżne dzwonki, a drugi koniec, ten przy domu, służył do nerwowego pociągania, tak, by cały zestaw perkusyjny czynił odpowiedni hałas.

Sposób doskonały, ale nie do końca wygodny.

Kilkakrotne wstawanie  skoro świt, szarpanie alarmu, w równym stopniu przeganiało ptaki, jak i mój zdrowy, zbawienny, sen. Sąsiedzi  z żalem w oczach zerkali to na mnie, to na czereśnię… Upiorne ćwierkanie podsumowywali  humanitarnym stwierdzeniem:

- One też muszą coś jeść…

Tylko dlaczego muszą akurat moje?

Wszystko oczywiście kończyło się wraz z owocami.

Teraz jednak, kiedy jesteśmy w szczycie owocowania, adrenalina burzy mój spokój.  Ani pracować, ani odpoczywać…

Eskadry ptaków szybują po słonecznym niebie atakując dorodne, słodkie owoce.

Wśród liści umocowałem ceny czereśni obowiązujące na osiedlowym bazarku. Też nic nie pomogło.

Osobiście, kiedy widzę wygórowane stawki produktów, hamuję żądzę posiadania. Ptaki najwyraźniej nie.

Postanowiłem, tak jak za młodu, z wiaderkiem w ręku, wdrapać się na drzewo i ogołocić je z czerwonego skarbu.

Pokonałem pierwsze metry, stanąłem okrakiem na dwóch konarach, umocowałem wiaderko i wyciągniętą maksymalnie ręką kosiłem, co mogłem. Naczynie wypełniło się błyskawicznie. Przyleciał szpak. Usiadł na jednym z konarów, który służył mi za grunt. Usłyszałem złowieszcze pyknięcia… Zanim zdążyłem zareagować, już z łoskotem i ogromna gałęzią leciałem w kierunku ziemi, a za mną wypełnione wiaderko. Ucałowałem matkę ziemię całą swoją nieoficjalną cielesnością. Jęknąłem ciężko, a pojemnik z czereśniami, zawadziwszy o wystającą gałąź, wysypał swą zawartość dokładnie na moją obolałą twarz. Nastała cisza. Zostałem  sam.

Przestraszone ptaki zniknęły, by już za moment  całą chmarą usiąść na zranionym drzewie i nad równie dotkniętym gospodarzem.

Cóż, chyba jednak znowu przegrałem.

 

2 Responses to Wiosenna bitwa

  1. ~Saga pisze:

    Mój sąsiad miał w zeszłym roku nad drzewem jakąś przemyślnie rozwieszoną siatkę. W tym roku już nie, więc chyba też poniósł klęskę.. ;]
    A ja problemu nie mam, chociaż też mam czeresienkę. Mszyce ją wpieprzają jeszcze przed szpakami

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS